Reklama niskobudżetowa - Szkoła Mistrzów Reklamy {

Reklama niskobudżetowa

Kręcimy film w warunkach małego budżetu. Pytanie zasadnicze: hala zdjęciowa czy wnętrza naturalne?
słowa kluczowe: film niskobudżetowy, plener, reklama niskobudżetowa, studio filmowe,
autor: Nono Dragović

 

Każdy z tych wariantów ma swoje za i przeciw. Jeśli potrzebujesz dużej ilości świateł, musisz mieć miejsce, aby je pomieścić i swobodnie nimi manipulować. Musisz mieć także swobodę, aby je bezpiecznie zainstalować. W takich wypadkach na pewno lepiej jest zbudować scenografię w hali, niż korzystać z czyjegoś mieszkania, które po przejściu ekipy filmowej zwykle wygląda jak po przejściu trąby powietrznej. Jeśli zakładasz zastosowanie różnych kątów ustawienia kamery, na przykład ujęcie z góry, w naturalnym wnętrzu może to być niemożliwe. Kiedy jesteś w hali, możesz stosować cały zestaw ciężkiego sprzętu, jak choćby dolly crab, czyli ciężką, ale bardzo mobilną platformę z kamerą zainstalowaną na wysięgniku i miejscem dla siedzącego przy niej operatora.

Jeśli decydujesz się na zdjęcia w wynajętym domu, istnieją szanse, że z powodu braku miejsca na rozstawienie szyn, skończysz z nieruchomą kamerą. A więc zamiast jazdy, będziesz musiał ograniczyć się do zoomowania.  Różnica jest ogromna. W przypadku najazdu transfokatorem (zoom-in), optyka przybliża obiekt zdjęć do kamery, przez co zmienia się perspektywa przestrzeni sceny. Kiedy stosujesz jazdę kamery, nie zmieniasz ogniskowej optyki, jak w przypadku zoomu, lecz to kamera fizycznie przybliża się do sceny, nie zmieniając perspektywy przestrzeni, co daje zupełnie inne wrażenie.

Oczywiście naturalne wnętrza mają swoje ogromne zalety. Pierwszą z nich jest autentyczność, którą trudno osiągnąć w hali bez żmudnej pracy scenograficznej i sporych kosztów. W prawdziwym mieszkaniu możesz pokazać w tle inne pomieszczenia, które w hali musiałbyś zbudować. Możesz pokazać detale, których nie planowałeś i dopiero na planie doszedłeś do wniosku, że mogą ci się przydać. Masz je na miejscu i to za darmo. Drugą zaletą jest cena. Nawet jeśli scenograf będzie musiał dokupić pewne rekwizyty lub dorobić jakieś zastawki, wynajęcie i tak będzie tańsze, niż budowanie (no, chyba że zamierzasz wynająć pałac w Wilanowie).

To samo zresztą odnosi się do plenerów. Plenery można bowiem kręcić naturalne, albo je … zbudować. W jednej z reklam zbudowaliśmy dżunglę w podwarszawskiej hali: były wypożyczone egzotyczne rośliny, bajeczne kwiaty, żywe papugi, szemrał strumyk (nie podejmuję się opisać, jak to zostało osiągnięte, ale strumyk rzeczywiście był prawdziwy, tylko że w hali). Wszystko to tańsze niż podróż ekipy do Amazonii. Za możliwość robienia zdjęć w niektórych plenerach zresztą trzeba słono zapłacić. Samo pozwolenie kręcenia reklam w Wenecji kosztuje 50 tysięcy euro za dzień zdjęciowy.

Zanim zdecydujesz się na plener, musisz sprawdzić parę istotnych rzeczy. Na przykład, jeśli w scenie ważne jest naturalne światło, sprawdź, gdzie i kiedy wychodzi i zachodzi słońce. Czy nie zasłaniają go budynki lub góry. Jeśli kręcisz setki (kamerą dźwiękową), upewnij się, czy nad głową nie będą ci co chwila przelatywać samoloty, lub czy w pobliżu nie ma jakiejś ruchliwej ulicy, budowy, placu zabaw, boiska.

Zanim zdecydujesz się na wnętrza naturalne, sprawdź czy sufit jest dostatecznie wysoko, by zmieścić światła, mikrofon i kamerę. Czy są dodatkowe pomieszczenia dla ekipy, agencji i klienta. Czy jest miejsce na garderobę dla aktorów. Czy jest miejsce na catering i czy właściciel pozwala na korzystanie z toalety (czasem nie pozwala i musisz przywieźć swoją). Gdzie postawisz agregat. Aby zdecydować o tym wszystkim musisz udać się na rekonesans razem z kierownikiem produkcji, scenografem, operatorem, gafferem i dźwiękowcem – ich zdanie może być w tej kwestii decydujące.

Zanim zdecydujesz się na wynajęcie prywatnego lokum, upewnij się, czy producent zawarł rozsądną umowę z właścicielem. Choć brzmi to niewiarygodnie, bo producenci są dalecy od zawierania nierozsądnych umów, takie historie się zdarzają. Choćby taka: dzień zdjęciowy w pięknym, stylowym domu w Konstancinie. Właścicielka podpisuje umowę, na mocy której wynajmuje swój dom na 8 godzin za tyle i tyle pieniędzy. Ekipa się instaluje, aktorzy zostają umalowani i przebrani, agencja i klient na planie, a reżyser z operatorem dyskutują o ustawieniu kamery i świateł. Ustawiają, zmieniają, próbują, znów zmieniają. Nic nie kręcą. Po ośmiu godzinach przychodzi właścicielka i mówi: „Dziękuję państwu, do widzenia”. Producent usiłuje ją zmiękczyć, ale pani okazuje się nieczuła na jego wdzięki. Zdjęcia skończone.

(fragment książki „Reżyseria filmu reklamowego”)

 

Udostępnij artykuł

Polecane artykuły

Rozpoczęliśmy nabór na jesienną edycję naszych kursów!

Nieoprocentowana pożyczka i umorzenie 25% jej wartości

Czytaj więcej>>

Studencki
butik kreatywny

Czytaj więcej>>